Opowieść o bardzo drogim wniosku do championa słowacji.

1,2…3.. w nocy przygotowania, pakowanie, kąpanie, poranna, a może jeszcze nocna kawa? Kto to wie, kto to ocenia? Szybki smyk do samochodu. Jedziemy, ulice puste. GPS prowadzi nas nieznaną drogą, z każdym zakrętem i wjazdu w większe odludzie wprowadza mroźną atmosferę i oddech niepewności, czy napewno dotrzemy na miejsce. Ogarniamy, pytamy drugiego GPS o radę. GPS z GPS się nie zgadza, więc zachodzą mini niesnaski w samochodzie. Ale udało się. Od niesnaski do snaki, po niesmiech i śmiech dotarłyśmy. Psy na siku, ta musi natychmiast też, ja składam. Nasz tetris na kółkach. Logistyka w ukłądaniu ma znaczenie, by nic nie spadało. Jedziemy. System odmówił posłuszeństwa, nie mamy potwierdzeń. Z gulami w gardle czy się uda czy nie uda idziemy po numerki. Panie pomocne, lecz jednego numerka nie ma. Chaos, poszukiwanie. Pytania, braki odpowiedzi i wypisany numerek mazakiem. Udało się. Idziemy.
Krótki trening, smaczek, piłka, jakaś kawa, śmiechy, chichy, przebieranie, dzień dobry a czy, a zobacz jakie papisie, jezu papisie zobacz ile papisi. Ale Sędzia jest. Nikt go nie zauważa, nadal trenują na ringu. Sędzia uśmiecha się i macha ręką. Dalej trenują. Chichy, chichy.
Ocena, robi się poważnie. Psy, idzie gładko i szybko. Nasz Blues ma CAC, czeka na porównanie, ale zaraz najpierw suki. Suki? Ojezujezuteraja! Wchodzę. Piękna szyja, linia górna, merling, no merling nie ma znaczenia, nie ma o nim słowa, zęby dobrze, te uszy mogły by być lepiej, stop dużo mocniejszy będzie cudownie, ale nawijka po czesku, ja nie dopiłam kawy. Ok, bdb, a opis, o matko w życiu się nie rozczytam, jeszcze po słowacku, kij szybko tera championki. Nasz debiut, jakoś się stresuje, Calista czuje wydziwia, daje swój pokaz, ale nie skacze. Omatkoboska – tylko tego brakuje. No cudna głowa, uszy cacy, oczy cacy, ale tu czegoś brakuje, przód super, tył mógłby być lepiej, no ale mamy CAC. Ale chwila chwila gdzie konkurencja? Nie dojechała, ale zdrowa, tragedii nie ma.
Wdech wydech.
Po medale, po jedzenie, na siku i do domu. Z uśmiechem, chicem i „ciekawe co tam w katowicach”
Pik Pik
Paliwa brakuje, tankujemy. Kawa, papieros, siku.
Jedziemy.
I ta Pani z lizakiem. Nie ubłagalna z radością kolejkcjonuje na parkingu samochody z rejestracją polską i czeską. I cóż zrobić. Za tydzień będzie śmiech, teraz trochę się wyżywamy.

NITRA WINTER SHOW 11 Luty 2018 roku
sędzia: Milan Krinke

CALISTA Happy On The Way
klasa champion
V1/1 CAC

Di’Leila’s Sheltie LET ME LOVE YOU
klasa pośrednia
bdb2/2

Translate »
Facebook