O tym, że lubię psie imprezy i psiarzy spotkania to każdy wie. W tej grupie wydarzeń są też wystawy psów rasowych, ostatnio doceniam możliwość poszerzania swoich kynologicznopodobnych horyzontów i chętnie wybieram się poza granice naszego kraju. Pierwsze takie próby podejmowałam na Słowacji i tam wystawy są na wysokim poziomie, w naprawdę wielkich, przestronnych halach, jak i ludzie w okół ringu są meeega sympatyczni i naprawdę pomocni 🙂 W Bratysławie Pani sekretarz mimo nalegań sędziego by przyśpieszyć tłumaczyła mi opis, czy inni hodowcy mimo że zaraz mieli wchodzić na ring bez problemu poświęcali mi swój czas. Pierwsze lody przełamane, może czas wybrać się gdzieś indziej?

Udało mi się namówić i moją mamę i moją ulubioną towarzyszkę podróży na Komarom na Węgrzech, właściwie cała trasa przecież przebiegała przez znaną nasz już Słowację, sama miejscowość mieści się tuż za słowacko-węgierską granicą – więc co za różnica? Hops, i już zgłoszone.

Zanim przejdę do moich odczuć po pierwszej węgierskiej wystawie chciałam zaznaczyć, że byłam trochę przygotowana na „węgierską” uprzejmość, po moim noclegu w 2008 roku na Węgrzech – wiedziałam dobrze, że hasło „Polak i Węgier, dwa bratanki!” to po prostu bzdura i oni w ogóle więzi z nami nie czują. Więc po raz pierwszy w życiu wydrukowałam na wystawę plan ringów, plan sędziowania miałam zapisany w komórce – gotowa na wszystko. Teoretycznie.

Miejsce wystawy – jak ktoś nie wie – to jestem z zamiłowania i z zawodu historykiem – wystawa w Forcie?! Jestem na tak! Jednak zakaz wejścia do budynków, które studziło mój entuzjazm, jednak trochę rozumiałam powody takiego rygoru, po tym jak miejscami wyglądał teren wystawy… Fort Monostor to aktualnie oprócz goszczenia fanatyków kynologii (z tego co wiem fani motoryzacji też mogli w sierpniu coś dla siebie znaleźć) to także muzeum,  zbudowany coś pomiędzy 1850-1880; choć nie znam dokładnie historii tego budynku, odsikiwanie zabytków, będących na liście UNESCO oburza mnie do teraz – brawo wystawcy, bo co innego można napisać? Mam nadzieję, że jak następnym razem Komarom odwiedzę takich zachowań widzieć nie będę i budynek będzie po zewnętrznych odnowieniach.

Jeśli ktoś by się zawziął i szedł po katalog według strzałek to chodził by w kółko. Przygięgam. Panowie Parkingowi znali lepiej angielski i chętniej wykazywali chęc pomocy niż ludzie pracujący na ringu. Miałam okazję obserwować pośrednio lub bezpośrednio pracę na trzech ringach – z czego na naszym ringu szetlandzkim trafiła nam się jakaś perełka 😉 ale do sedna. Po pierwsze odbiór numerków. Ludzie mówią do ciebie po węgiersku i czekają aż odpowiesz. Ty chcesz numerek, oni dalej mówią. Potem się denerwują i oddają ci zgłoszenie. Oczywiście, nie widzą w tym nic złego, ale bogu dzięki są pomocni wystawcy.. słowaccy… 😉 (czy już brzmię jak rasistka?). Ostatni ring, ostatnia ocena, znamy werdykt – chcemy kartę ocen. Podchodzę Pani sekretarz, bądź asystent – oprócz sędziego pracuje na ringu tylko jedna osoba i ciężko orzec jej funkcję. Widzę, że doskonale rozumie moje pytanie, ale gdy je powtarzam ręką każe mi się wynosić. Tak, gestem. Tak, do psów tak nawet nie pokazujemy 😉 Na szczęście honor asystento-sekretarzy broniła Pani z ringu, na którym wystawiały się Collie, Sheltie i Bordery, bo nie dość że praca szła super, Pani była sympatyczna, to współpracowała i niewydanie karty potrafiła wytłumaczyć („proszę po rasie”), natomiast na jedną kartę czekałyśmy około godziny (taaaak, aż sędzina skończyła w ogóle ocenę na tym ringu!!), po czym o mały włos sędzina nie opuściła ringu bez podpisania około 30 kart 🙂

Strefę ze stoiskami tylko chwalić, dotychczas to wystawa z najbardziej rozwiniętą strefą gastonomiczną – a umówmy się wstajemy czasem o 2 i o 22 jesteśmy w domu, coś ciepłego chcemy zjeść! – na tej wystawie można było zjeść od grillowanego świniaka, po moje ukochane langosie do suszonych owoców! Super sprawa! Ceny w porównaniu do Nitry i Bratysławy naprawdę wporządku 🙂 Na większości stanowisk można było oprócz waluty węgierskiej płacić też w euro, także bez obawy. Stoiska z psimi akcesoriami napewno też nikogo nie rozczarowały.

Przy ringu czekały nas przyjazne twarze znane już wystaw na Słowacji, za co serdecznie dziękuje! Bardzo miło było was ponownie zobaczyć 🙂

Sędzia oceniający naszą rasę, Harsanyi Peter, prowadził ocenę w sposób uporządkowany, każdy wystawiający wiedział co ma robić, sekretarz wiedział co ma pisać – organizację na ringu zawsze doceniam. Dużo się nabiegaliśmy wszyscy, sędzia życzył sobie by pies podchodził dwa, trzy kroki do właściciela, by ocenić jak naturalnie się ustawia. Zwracał wielką uwagę na pracę handler-pies, jak i zachowanie psa na ringu. Wzdrygnięcie na oklaski i krzyk z innego ringu wiąże się z obniżeniem oceny. Za często handler poprawia psa, kończy się brakiem tytułów i wniosków. Słyszałam także, że objawy agresji traktuje bardzo poważnie i dyskwalifikuje takie psy. Z takim sposobem oceny się nie spotkałam i mimo, jego kontrowersyjnego wyboru w klasie championów to mam nadzieję się z tym Panem jeszcze spotkać na ringu – być może polskim? Osobiście dostałam komentarz do oceny, przekazany przez sędziego ustnie, że tak naprawdę to ja wszystko psuje – moja suka ma doskonałą budowę, a ja chcę by ona była jakaś za równa – po co? 😉  Fajnie, poznać inny sposób oceny i inną opinię sędziego. Zawsze uważałam, że zachowanie psa na ringu jest pobłażliwie traktowane przez sędziów kynologicznych – mówię to z całą odpowiedzialnością i podkreślam, że pierwsze osiem wystaw Calista tylko szalała. Ostrzejsze traktowanie przez sędziów, jak i ich rady, czy cokolwiek poza „regułką” zamiast oceny i pobłażliwego uśmiechu mogło by mi pomóc dużo wcześniej… (czy mówiłam jak wiele w tej kwestii zrobiła Alicja Ledwig?)

Niestety karty ocen na węgierskiej wystawie nie przewidziały miejsca na opisy.

Cruft’s qualification CACIB Show Komarom 21.10.2017
Di’Leila’s Sheltie LET ME LOVE YOU
klasa pośrednia V1/2 CAC
sędzia: Harsanyi Peter

Translate »
Facebook